ul. Wietrzna
853-024 Wrocław
kontakt@drogadodomu.info

Droga Do Domu

Codziennie podejmujemy decyzje, determinujące naszą przyszłość

Śmierć dziecka - To nie jest zwykła żałoba


tomasz piss

Autor tekstu: Dr Tomasz Piss, psychiatra - współpracuje z naszym ośrodkiem

Po urodzeniu martwego dziecka zawsze – niezależnie od przyczyny – pozostaje pustka.

Jest ona dużo bardziej dotkliwa niż żałoba po stracie bliskiej osoby – to zupełnie inne zjawisko, które łączy w sobie żałobę i ból zbliżony do bólu, jaki odczuwa osoba po amputacji np. kończyny. Tracąc dziecko, matka traci także część siebie. Ma to przejmujący, biologiczny charakter. Każda matka wiąże ze swoim dzieckiem nadzieje i marzenia.

Mężczyzna chyba nigdy nie zrozumie, czym jest radość dawania życia. Kobieta porusza się w zupełnie innych przestrzeniach. Można powiedzieć, że bywa w zaświatach, a jej więź psychiczna z bliskimi ma dużo głębszy – by nie powiedzieć: metafizyczny – charakter. Nie jest ona tak konkretna i możliwa do zracjonalizowania, jak to jest w przypadku mężczyzny.

Śmierć dziecka jest być może śmiercią dla mężczyzn, świata i urzędu stanu cywilnego. Dla matki jej dziecko żyje, niezależnie od tego, czy ma swój grobek, czy też 30 lat temu wyjechało do USA i nie daje znaku życia. Może wydawać się to dziwne, może brzmi magicznie, ale tak po prostu jest. Właśnie dlatego, że nie ma większej radości niż macierzyństwo, nie ma też większego cierpienia niż strata dziecka. Dziecko, którego nie ma, także domaga się czułości i zasługuje na nią tak samo, jak te dzieci, które żyją.Przyjdzie taki czas, że można się będzie pożegnać, ale do tego trzeba dojrzeć. Musi to być rozstanie czułe, pełne akceptacji odejścia – podobnie jak akceptuje się rozstanie z dorosłym dzieckiem, rozpoczynającym samodzielne życie.

Otoczenie, nawet to najbliższe, często wydaje się nie rozumieć bólu matki po stracie dziecka. Myśli o tym w kategoriach urzędu stanu cywilnego i własnego lęku przed śmiercią, powszechnego w kulcie życia i hedonizmu naszej cywilizacji. Cierpienie matki po stracie jest nie tyle niezrozumiałe, co stawia żyjącym bardzo niewygodne pytanie o sens naszego dobrostanu. Ogromna większość z nas ucieka od tego pytania.

Zwykła reakcja żałoby trwa ok. 6 tygodni. Jeśli ten okres się przedłuża, powinno to skłonić do szukania pomocy u psychologa lub psychiatry. Reguła ta jednak nie ma zastosowania w przypadku śmierci dziecka, bo mamy tu do czynienia z więzią nieporównywalną z żadną inną. W takiej sytuacji nie jest to nauka rozstania, ale nauką życia ze śmiercią. Tragicznie jest wtedy, gdy matka lub ojciec zaczynają się obwiniać o śmierć dziecka. Dla psychiki to katastrofa, wymagająca bardzo głębokiego wsparcia, nie zaś potępienia, o które nader łatwo. Niestety – często zbyt łatwo.

Dramatyczne konsekwencje dla kobiety ma choćby brak rozgrzeszenia po aborcji. Niektórzy duchowni zapominają o misterium miłosierdzia. Ten cud polega na tym, że dzieje się teraz, dotyczy przeszłości, ale zmienia przyszłość. Miłosierdzie jest niezbędne do tego, by tragiczna przeszłość nie zaczerniała przyszłości. Czasem za śmierć dziecka obwinia się nie siebie, ale kogoś innego – partnera, lekarza, personel szpitala, w którym to się wydarzyło. Bywa - o wiele rzadziej niż nam się wydaje – że taki winny rzeczywiście się znajduje. Znacznie częściej jest to tylko sposób na zagłuszenie własnego cierpienia i to nawet wówczas, gdy sami czujemy się winni. W takich sytuacjach warto przypomnieć sobie Platona, który mówił, że „los jednych prowadzi, a innych wlecze” oraz że miłosierdzie upiększa życie, a nienawiść je uniemożliwia.

Bliskim kobiety po stracie dziecka często się wydaje, że jej zachowanie jest nieracjonalne i wymaga leczenia. Nie jest to takie proste. Samo to, że matka codziennie odwiedza grób swojego dziecka, sadzi wciąż nowe kwiatki, nosi na cmentarz pluszowe misie – to jeszcze nie jest symptom choroby, tylko tego, że ona wciąż nie rozstała się z dzieckiem. Nie istnieją normy, które określają, ile to może trwać. Inna sprawa, gdy nieustanne wizyty na cmentarzu nie wynikają z potrzeby, tylko z przymusu, stając się formą zniewolenia. Wówczas pomoc jest niezbędna. Podobnie jest ze snami. Nie wystarczy stwierdzić, że dziecko wciąż się matce śni, by zalecić jej leki antydepresyjne, których działanie w tym przypadku będzie wątpliwe. Najważniejsze jest to, nie jak często, ale w jaki sposób się to dzieje. Pomocy na pewno potrzebuje ta kobieta, której dziecko powraca w sennych koszmarach. Jeśli zaś jest to spokojna rozmowa o życiu – to tak ma być. W ogóle śmierć dziecka stawia przed pomagającymi kobiecie szczególne wyzwania. Wymaga od psychiatry lub psychologa nie tylko wiedzy, ale przede wszystkim mądrości. A to w XXI wieku towar deficytowy. Żadne psychologiczne formułki, żadne pocieszanki tu nie pomogą. Tylko rzetelna wiedza, umiejętności, mądrość i empatia pozwolą zamienić tragiczną przeszłość na przyszłość pełną nadziei.